EPIDEMIOLOGICZNE BADANIA

John Snow opraco­wał i zastosował metodę nanoszenia na mapę Londy­nu wypadków śmierci, które — jak się okazało — zlo­kalizowane były przeważnie wokół nielicznych stu­dzien. Studnie te unieczynnił i w efekcie opanował epidemię, nie wiedząc jeszcze wówczas, że jej przy­czyną jest przecinkowiec cholery. Był to bowiem okres przedpasteurowski. W ten sposób John Snow stał się prekursorem nauki o geografii chorób, która dziś prze­kształciła się i rozwinęła w epidemiologię oraz ekolo­gię chorób. Pierre Delbet stwierdził w okresie przed I wojną światową, że na terenach Francji o dolomitowej —CaMg(COs)2 — strukturze biosfery nowotwory poja­wiają się rzadziej niż w innych przestrzeniach geo­graficznych. Z tego faktu wysnuł praktyczne wnioski 0    pochodzeniu tych chorób oraz zapobieganiu tym chorobom. Temu uczonemu zawdzięczamy lek pod nazwą „delbiase”, złożony z soli magnezu (Mg), sku­teczny zarówno w profilaktyce nowotworów, jak  miażdżycy.Mimo iż metody geograficzne interesowały już uczo­nych XIX wieku, jak to widać choćby z dzieła A. Hir- scha Handbook of Geographical and Historical Patho- logy z 1883 roku, to jednak dopiero obecnie wzbudzi­ły zainteresowanie pod presją niepokojącego zagroże­nia ludzkości zawałami i chorobami nowotworowymi.Sądzę, że epidemiologiczne badania z zakresu tych chorób będzie można przenieść również na epidemio­logię białaczek. Tutaj przedstawiam jedynie niektóre dane wskazujące, jak często i gdzie chorują ludzie na choroby nowotworowe różnych narządów.

EKOLOGIA CHORÓB NOWOTWOROWYCH

Odpowiedź na pytanie, w jakim zakresie stopień kul­turowej ewolucji człowieka oddziałuje na zachorowal­ność, daje stosunkowo nowa dziedzina wiedzy zwana geografią chorób. Jej prekursorami byli londyńscy le­karze; Percivall Pott w XVIII wieku, John Snow w XIX wieku oraz francuski lekarz, Pierre Delbet w XX wiekuPercivall Pott spostrzegł, że chorobą zawodową lon­dyńskich młodych kominiarzy jest, rak moszny. Ob­serwacje swoje powiązał ze zwyczajem czyszczenia ko­minów w osiemnastowiecznym Londynie. Młodzi cze­ladnicy kominiarscy, o szczupłej budowie ciała, byli opuszczani do przewodu kominowego. Sadza przenika­jąca przez dolną część garderoby w okolicę krocza wyzwalała raka moszny. Wiemy, że rak moszny o tak wysokim nasileniu ograniczony był wyłącznie do te­renu Anglii, a w innych krajach, w których nie sto­sowano podobnej techniki kominiarskiej, choroba ta należała do rzadkości. Gdy Pott zaproponował zmianę sposobu czyszczenia kominów, zmniejszyła się zacho­rowalność na tę postać nowotworu. W ten sposób otworzyła się droga do skutecznej profilaktyki ekolo­gicznej wielu chorób cywilizacyjnych.Według ówczesnych paradygmatów zakładano, że warunkiem powodzenia działań profilaktycznych jest poznanie czynnika, który wyzwala nowotwory. Nasta­wiało to lekarski świat naukowy bardzo pesymistycz­nie. Obawy te rozproszyła obserwacja Johna Snowa. Do czasu jego odkrycia lekarze byli bezradni w zwal­czaniu epidemii „morowego powietrza”, epidemii na­wiedzających często stolicę Anglii.

SYSTEM AKCEPTOWANYCH WARTOŚCI

Wiemy jednak, że system ak­ceptowanych wartości różnie przedstawia się w czasie i przestrzeni, w których żyją ludzie. Takie ich zhie­rarchizowanie, by służyły zdrowiu, mieści się jednak w ramach racjonalnych ludzkich możliwości.Przyczyn chorób poszukujemy przeto w kulturowo uwarunkowanych formach naszych związków ze śro­dowiskiem biofizycznym i psychospołecznym. Nietrud­no dostrzec i orzec, że obecnie związki te są nieko­rzystne dla zdrowia, a więc można uznać je za złe.Wyrazem tej sytuacji kulturowej są fakty dowo­dzące, że na ogromnych przestrzeniach geograficznych świata wciąż jeszcze panuje głód i śmierć, przede wszystkim z powodu niedożywienia kalorycznego. Wy­soko zaś uprzemysłowione kraje cechuje „głód bio- pierwiastków” oraz niedobór wiedzy o przetrwaniu. Wiedza ta stanowi pulę informacji o umiejętności ochrony środowisk, w których żyjemy, a tym samym ochrony samych siebie przed ekologicznie uwarunko­wanymi czynnikami chorobotwórczymi. Inaczej mó­wiąc — ochrony przed nadmiarem czynników Sprzy­jających występowaniu np. białaczek i niedoborem czynników zapobiegających im; jedne i drugie wpro­wadzamy do organizmu poprzez przewód pokarmowy. W dalszych naszych rozważaniach niezbędne jest ustalenie również kryteriów dobra i zła. Choć relaty­wizm etyczny jest inkorporowany w naszą świado­mość od niepamiętnych czasów, to jednak w pracy nad ochroną zdrowia rodzaju ludzkiego i przetrwania niezbędne jest ustalenie w skali globalnej, że za an­tynomię dobra należy uznać te działania człowieka, które dodają cierpień do cierpień egzystencjalnych, powodują uszkodzenia struktur i funkcji narządów oraz wyzwalają przedwczesny zgon.

JEDNOSTKA I SPOŁECZNOŚĆ

Nie są zdrowi ani jednostka, ani społeczność, gdy:  akceptują wzory kulturowe podlegające nieludz­kiemu prawu „sprawiedliwości mocniejszego”;   nie dostrzegają, że w zgodzie z rytmem życia we­getatywnego, tj. narodzin, dojrzewania, starzenia się i śmierci, wszystkie istoty są sobie równe;  z jakichkolwiek powodów wywyższają się nad in­nych; nie potrafią rozwiązywać osobistych i międzyna­rodowych konfliktów bez krzywdy innych;  nie wykorzystują naturalnych możliwości nieustan­nego dojrzewania duchowego; nie potrafią zmobilizować się do wysiłku koniecz­nego do przełamania samych siebie i tych społecz­nych stereotypów myślenia i działania, które zwię­kszają cierpienia własne i innych ludzi;  sens życia upatrują jedynie w jak największej liczbie dóbr konsumpcyjnych, bez określenia ich pułapu, miast dążyć do tego, aby mieć po to, by móc być coraz doskonalszym, by odnaleźć cel swe­go istnienia w przyczynianiu się swym postępo­waniem do przetrwania rodzaju ludzkiego. Rozważania, czym zdrowie nie jest, można snuć uwzględniając wiele aspektów ludzkiej działalności w różnych epokach historycznych, które warunkują kondycję jednostki i społeczności. Jedno jest oczywi- , ste, że badanie mechanizmów „rządzących” dynamiką zachorowalności i przedwczesnych zgonów jest funk­cją medycyny. Winna ona przede wszystkim przyczy­nić się do podporządkowania różnych przejawów życia istniejących w danej kulturze ludzkiemu zdrowiu ja­ko wartości nadrzędnej.

MYŚLĄC O PRZYSZŁOŚCI

Czło­wiek, który płodzi potomstwo nie myśląc o jego przy­szłości, któremu obojętny jest los starca, własnego ojca lub ojca innego człowieka, jest tak samo chory psychicznie lub moralnie jak ten, który lekkomyślnie zatruwa środowisko czynnikami rakotwórczymi.Zdaję sobie sprawę, iż są to rozważania natury ogólnej, gdyż aktualny stan wiedzy medycznej nie pozwala jeszcze na ścisłe sprecyzowanie definicji zdrowia, które ujmowane jest raczej w kryteriach subiektywnych. Łatwiej więc określić, czym zdrowie nie jest. Powtórzę przeto tutaj uwagi, które niejed­nokrotnie już wypowiadałem.Nie jest zdrowy człowiek, który:sam cierpiąc, świadomie wyzwala cierpienia u in­nych;   sam syty, obojętnie patrzy, jak inni przymierają głodem;    karci innych za kłamstwa i czyny, które sam po­pełnia;  za akty doznanej życzliwości nie potrafi być wdzięczny, lecz czuje się upokorzony i zamiast wdzięcznością odpłaca niechęcią;nienawidzi innego człowieka z przyczyn irracjo­nalnych, jak uprzedzenia narodowe, rasowe, reli­gijne, i nie potrafi się z tej nienawiści wyzwolić;nie potrafi obiektywnie ocenić siebie i ma albo zbyt wygórowane mniemanie o sobie, albo nie do­cenia swojej wartości;czuje się upokorzony niedoborami fizycznymi lub psychicznymi i nie ma woli ich wyrównania;  nie potrafi odnajdywać radosnych i pięknych stron życia swojego i innych, a jedynie smutek i bezsens istnienia; boi się zarówno wroga rzeczywistego, jak i urojo­nego, i nie potrafi się od tego lęku wyzwolić; świadom, jak szkodliwe dla zdrowia jest zakłóce­nie równowagi środowiska naturalnego, nie prze­ciwdziała mu w miarę swych możliwości (choroba obojętności);nie ma wyobraźni i nie potrafi nakreślić wizji lep­szego jutra, mając świadomość skażoną zgubnym mitem „Złotego Cielca”.

ZDROWIE W SFERZE PSYCHICZNEJ

Spró­buję przeto zdefiniować zdrowie w sferze psychicznej, fizycznej i społecznej. Przez zdrowie rozumiem taki stan biologiczny, w którym człowiek podlega auto- afirmacji w toku realizowania swych celów społecznie korzystnych, pod warunkiem, że mieszczą się one w ra­mach zakreślonych obiektywnymi możliwościami i am­bicjami. Zakładam przy tym możliwość kompensacji ułomności fizycznych aktywnością psychiczną. Zdrowie fizyczne jest wymierne i może być wyra­żone potencjałem energii życiowej. Zdrowie psychicz­ne jest również wymierne. Mierzy się je ilością dobra lub zła, które może czynić człowiek, innym ludziom. Układem odniesienia jest tu skala wartości moralnych i kulturowych przyjęta w określonym społeczeństwie.Zdrowy człowiek jest dobry, myśli i postępuje mo­ralnie, a więc — używając tradycyjnych określeń — uczciwie i z poczuciem odpowiedzialności horyzontal­nej i wertykalnej. Przez odpowiedzialność horyzon­talną rozumiem poczucie współodpowiedzialności za formy stosunków między ludźmi w swym własnym środowisku i całej międzynarodowej społeczności. Od­powiedzialność tego rodzaju stanowi szczególnie wdzięczne pole do refleksji uczonych, artystów i dla działalności polityków. Współodpowiedzialność werty­kalna to troska o ludzi starych, troska o historyczną pamięć i jej czystość, aby można było eliminować zło społeczne dawnych lat i rozwijać wartości społecznie korzystne, to również troska o potomstwo, o zapew­nienie wychowania prawego i zdrowego obywatela, to troska o tych, którzy narodzić się mają jutro.

ZDROWIE JAKO PROCES

Jeśli zaś przyjmiemy jako układ odniesienia ich funkcję społeczną, możemy powiedzieć, że pierwszy, peł­niąc funkcję instruktora na kursach samochodowych, a drugi wykładowcy chirurgii — są zdrowi.Istnieją również tendencje do określania zdrowia ja­ko procesu, a nie zjawiska statycznego. Przyjmuje się więc, że zdrowie jest określoną siłą, że potencjał zdro­wia to energia wymierna. Czy takie jednak podejście jest zadowalające, skoro człowiek mało sprawny fi­zycznie może być tak sprawny psychicznie, że kon­struuje maszyny wykonujące prace przekraczające si­łę mięśni tysięcy zdrowych ludzi.Nasuwa się też następna wątpliwość: czy człowiek nie przejawiający w określonym czasie odchyleń od normy w sferze fizycznej, psychicznej i w dziedzinie kontaktów społecznych, którego idiogram wykazuje jednak istnienie wzoru chromosomalnego XYY — a więc zdaniem niektórych wykazuje tendencję do zbrodni — jest zdrów czy chory? Wiadomo przecież, że określone warunki społeczne mogą pchnąć go do aktów odbiegających od tego, co umownie nazywamy zdrowiem psychicznym, a więc niezgodnych z nor­mami społecznymi. Sens pojęcia „zdrowie” zmieniał się w konkretnych sytuacjach materialnego życia, uwarunkowanych roz­wojem sił wytwórczych, charakterem stosunków pro­dukcji, a więc również szeroko rozumianych stosunków międzyludzkich. To wszystko uzasadnia słuszność twier­dzenia, że zarówno chorobę, jak i zdrowie należy uj­mować nie tylko w aspekcie biologicznym, lecz rów­nież w aspekcie społecznym, a więc i moralnym.

ZDROWIE JAKO RÓWNOWAGA

Zdrowie rozważamy więc w aspekcie równowagi w zakresie somatopsychicznej struktury osoby ludz­kiej, społeczności międzynarodowej, całej biosfery oraz kosmosfery.W próbach definiowania pojęcia zdrowia istnieją jednak liczne trudności, nie mniejsze niż w określe­niu, na przykład, celu i sensu życia. Co więcej — w próbach tych istnieje jeszcze wiele deklaratywno- ści. Medycyna reprezentuje bowiem oficjalnie pogląd, zgodnie z którym istnieje jedność somatopsychiczna, ale instytucje medyczne zachowują się nierzadko tak, jak gdyby człowiek stanowił jedynie somatyczną, pre­cyzyjną, biologiczną „maszynę”. Jest to następstwo obrania drogi najmniejszego oporu. Łatwiej bowiem poruszać się w ramach mechanistycznej wizji człowie­ka, upatrującej sens medycyny w czynnościach po­dobnych do naprawiania uszkodzonych części maszyn, na podstawie precyzyjnej diagnozy morfologicznej, elektrycznej lub biochemicznej, niż w czynnościach uwzględniających istnienie rozlicznych więzi, których poznanie wiedzie do profilaktyki ujmującej człowieka w jego historii i w jego rozwoju somatopsychicznym, uwarunkowanym środowiskiem biologicznym i kultu­rowym. Przykładem naszych licznych wątpliwości jest np. próba oceny stanu zdrowia takich ludzi, jak kierow­ca autobusu, mający złamaną rękę i nie mogący pro­wadzić wozu lub chirurg, który w następstwie ska­leczenia dłoni nie może operować. Czy ludzie ci są zdrowi, czy chorzy? Wychodząc z założenia czysto morfologicznego, określającego uszkodzenie narządu jako chorobę, należy stwierdzić, iż ludzie ci są chorzy.

ZDROWIE I CHOROBA

Powstają one bądź w następstwie rany bojowej zadanej człowiekowi przez człowieka lub obrażeń w wypadku drogowym, bądź też mogą mieć etiologię toksyczną, drobnoustrojową, psychoso­matyczną itp., wyzwoloną zaburzeniami powstałymi w środowiskach biologicznym i społecznym.Chorobie zazwyczaj — lecz nie zawsze — towarzy­szy niedobór subiektywnie odczuwanego poczucia sprawności fizycznej lub psychicznej, czyli zdrowia. W dzisiejszej kulturze medycznej sprawy te znalazły się na peryferiach zainteresowań specjalistów-lekarzy, gdyż nasz, współczesny model kultury medycznej skoncentrowany jest przede wszystkim na coraz bar­dziej zawężającej się specjalistycznej wiedzy i tech­nice leczenia chorób. Zanika przy tym umiejętność tak istotna i potrzebna cierpiącym, jak przywracanie subiektywnego poczucia sprawności, czyli zdrowia, na­wet w przypadku znacznego i nieodwracalnego, a więc nieuleczalnego uszkodzenia narządów.Spróbujmy przeto zbliżyć’się do sformułowania de­finicji zdrowia jako jednej z prawd o człowieku, nie­zbędnej dla ludzi każdego zawodu. Umownym termi­nem „zdrowie” określamy na nasz wewnętrzny uży­tek stan, w którym osoba ludzka potrafi przystosować się do działających na nią bodźców środowiskowych w taki sposób, żeby proces adaptacyjny nie zakłócił homeostazy w sferze soma, psyche i środowiska, a w dalszej konsekwencji nie zniszczył organizmu. 

KULTUROWE UWARUNKOWANIA CHORÓB WSPÓŁCZESNEJ CYWILIZACJI

Jako ludzkość stanowimy produkt świata, któremu kształt nadali nasi ojcowie. Kształt ten jest nieodpo­wiedni, gdyż szczytowe osiągnięcie ewolucji kulturo­wej człowieka, za jakie uważa się naukę, nie przy­niosło szczęścia ludzkości, które ongiś zapowiadał w Nowej Atlantydzie Francis Bacon. Oczywiste jest przeto, że pragnąc przetrwać jako rodzaj ludzki, winniśmy już obecnie podjąć działania, opierając się na wiedzy pokoleń, wiedzy zweryfiko­wanej przez współczesną naukę, by tym, co po nas przyjdą, zdrowiej, a więc i szczęśliwiej było żyć.Hamulcem rozwoju nauki o ochronie ludzkiego zdro­wia jest m.in. brak jasno sprecyzowanych pojęć nie­zbędnych dla jej rozwoju. Precyzja definicji w tym zakresie jest wyrazem postępu kulturowego. Jedno­znaczne pojęcia mogłyby ułatwić porozumienie się lu­dzi, tak jak znaki drogowe, które posiadły moc wią­zania społeczności informacjami, pozwalają unikać cierpień i zgonów w wypadkach komunikacyjnych.Bez jednoznacznych pojęć trudno jest poruszać się w gąszczu wieloznacznych słów i zawiłych problemów. Przybywa ich w miarę pogłębiania się i rozwoju roz­maitych specjalności w dziedzinie nauki i techniki, którym towarzyszy coraz większa hermetyzacja. Częstość i charakter uszkodzeń ciała, a więc cho­roby, są uwarunkowane kulturowo (nie precyzuję tu­taj znaczenia przewijającego się w moich rozważaniach słowa „kultura” — używam go wyłącznie jako pojęcie funkcjonalne, co zwalnia mnie od wyboru jednej z roz­licznych definicji).