„BYĆ” PRZECIW „MIEĆ”

Małżeństwo tradycyjne
Sztywne role: Jest oczywiste, kto prowadzi, a kto podporządkowuje się, kto troszczy się, a kto jest objęty tą troską, co jest typowo męskie, a co jest typowo kobiece. Nierównorzędność partnerów ze sztywności ról.
Zmienne role
Role nie są z góry wyznaczone, lecz stanowią wynik przetargów i zależne są od kompetencji. Każdy z małżonków jest zdolny przejąć rolę drugiego. Równorzędność partnerów Zmiany ról i samodzielność dzielności* wynika subiektywna i obiektywna nierównorzędność partnerów, która w miarę upływu czasu stopniowo narasta.

Prawa i obowiązki kształtują związek

Jeden partner może np. żądać stosunków seksualnych, drugi jest zobowiązany „świadczyć” z tytułu obowiązku. Wierność jest podstawowym i bezwzględnym obowiązkiem, zwłaszcza kobiety. Wspólność jako zasada przewodnia zależność Np. osobny urlop wg dawnego prawa jest szkodliwy dla związku małżeńskiego. Zgoda za wszelką cenę Konflikty się ukrywa. Na zewnątrz zawsze pozorna harmonia. Małżeństwo jako sens Małżonkowie sądzą, że tyle każdego dają obojgu poczucie równorzędności, wytwarzają równowagę związku. Życzenia każdego z partnerów są dyskutowań optymalne zaspokojenie potrzeb i pragnień Zaspokajanie potrzeb seksualnych jako możliwość i wyraz wzajemnej więzi. Wierność jako wybrana postawa, owoc zadowalającej więzi małżeńskiej.

Istota partnerstwa

Określmy ją przez ukazanie jej odrębności w stosunku do małżeństwa tradycyjnego. Oczywiście ani jedno, ani drugie nie istnieje w stanie czystym. Konkretny związek
waha się zawsze między jednym a drugim biegunem i stale się rozwija. W tych dwu różnych koncepcjach małżeństwa dochodzą według mnie do głosu dwie przeciwne orientacje życiowe orientacja na „mieć” i orientacja na „być”. Tradycyjne małżeństwo przypisane jest orientacji na „mieć” drugi człowiek staje się własnością i jest zgodnie z prawem „zobowiązany do stałej małżeńskiej wspólnoty życia”. Wyrażając to samo romantycznie: małżonkowie mają stanowić jedno serce i jedną duszę, zlać się w jedno. Ta jedność często okazuje się złudzeniem, harmonia i trwałość tego zjednoczenia pozorem. Małżeństwo partnerskie jest nastawione na „być”. Partnerzy stają przy sobie i tworzą żywą więź: nie trzymają się siebie kurczowo, a przecież stale są w drodze do siebie nawzajem. Starają się być autentyczni, słabi i silni. Jest i konflikt, i harmonia.

Jak się w tym wszystkim wyznać?

Kogo mamy żałować kobiety czy mężczyzny? Sądzę, że kwestia jest źle postawiona. W intymnej więzi zacierają się granice między wyzyskującym i ofiarą, panem i poddanym. Oboje są przegrani. Szkoda, że większość mężczyzn nie przeczuwa nawet, ile mogliby zyskać na równouprawnieniu przynajmniej tyle samo co kobieta. Nie musieliby za wszelką cenę podtrzymywać niektórych pozorów swego autorytetu, męskości, twardości i gotowości do walki. Ustalmy więc: ideał i rzeczywistość są od siebie jeszcze daleko. Rozwoju małżeństwa w kierunku partnerstwa wprawdzie nie można powstrzymać, ale przed nami jeszcze długa droga. Czy opłaca się walczyć o osiągnięcie tego celu? Przyjrzyjmy się więzi partnerskiej ze wszystkich stron i z jej ryzykami i szansami.

RZECZYWISTOŚĆ MAŁŻEŃSTWA PARTNERSKIEGO

Coś się już zaczęło dziać, ale jak daleko nam jeszcze do celu? Czy ci, którzy wyznają partnerstwo w małżeństwie, już je urzeczywistnili? W życiu codziennym małżeństw trudno dopatrzyć się równouprawnienia małżonków. Według ocen opracowanych przez poradnictwo małżeńskie w RFN obraz małżeństwa przedstawia się następująco:

  • w 52% małżeństw dominuje mąż,
  • w 37% małżeństw dominuje żona,
  • w 11 % małżeństw istnieje układ partnerski.

Jak wynika z badań socjologa Helgi Pross przeciętny mężczyzna wciąż jeszcze pielęgnuje w marzeniach ideał kobiety jawnie i niewzruszenie konserwatywny. Życzy sobie bowiem stworzenia macierzyńskiego i pochłoniętego domem, otaczającego troskliwością prawdziwego mężczyznę, który zdobywa swą pracą zawodową utrzymanie dla całej rodziny. Zdaniem Helgi Pross „droga do równouprawnienia, czyli partnerstwa obu płci we wszystkich dziedzinach życia będzie bardzo trudna”. Co sądzą kobiety? Hasło „gospodyni domowa” wywołuje polaryzację poglądów: jedne czują się beznadziejnie wyzyskiwane i chcą walczyć o wyzwolenie, inne znowu stwierdzają, że panie domu na ogół są ze swego bytowania zadowolone. Na koniec niektóre odwracają ostrze i twierdzą, że to nie kobieta, lecz mężczyzna jest właściwą ofiarą. Na to znowu odpowiadają szyderczo zwolenniczki wyzwolenia kobiet: „No to kobieta jest ofiarą ofiary”.

Najczęściej strona „słabsza” i podporządkowana zaczyna się buntować

Przez jakiś czas może nawet dość dobrze funkcjonować, później jednak staje przed kryzysem: powstaje nierównowaga. Najczęściej strona „słabsza” i podporządkowana zaczyna się buntować i tylko z musu pozostaje przy swojej dawnej roli. Także strona „silniejsza”, dominująca, mimo swoich przywilejów przestaje się czuć dobrze w swojej roli. Oboje małżonkowie nie mają innego wyjścia, jak zrewidować charakter swojego związku i krok po kroku odbudować go na nowych zasadach muszą nauczyć się s partnerstwa. Wprawdzie zdarzają się jeszcze, przeważnie starsze, małżeństwa,’ które mimo swego tradycyjnego charakteru funkcjonują całkiem zadowalająco. Tu poprzez lata wytworzyła się równowaga, która sprawia, że za kulisami wszystko rozgrywa się bardziej po partnersku, niż się z zewnątrz wydaje, albo są to małżeństwa głęboko moralnie i religijnie zakorzenione w wartościach, z których wynika właściwy wymiar wzajemnego poszanowania.

Jaki jest los wzajemnego uczucia w małżeństwie?

Czy,, jak wielu twierdzi, małżeństwo to rzeczywiście śmierć miłości? Nie wiem, co tu się rozumie przez miłość, ale z pewnością w żadnym innym, jak tylko w partnerskim małżeństwie można osiągnąć taki stopień zażyłości, który obdarza mnie świadomością, że jestem wart miłości, że zostałem przyjęty w pełni, że wolno mi być sobą. „Taki związek… zaspokaja najgłębsze potrzeby człowieka potrzebę intymności, zaufania, czułości i przynależności a także właściwej oceny swoich doświadczeń” piszą N. i G. O’Neill. Taki wzór małżeństwa partnerskiego ma poparcie u coraz większej liczby osób. Według nowszych badań już 67% ankietowanych wypowiedziało się za tym, by w idealnym małżeństwie mąż i żona ustalali wszystko wspólnie. Również prawo rodzinne w ostatnich czasach stoi na stanowisku, że oboje małżonkowie są odpowiedzialni za pielęgnację i wychowanie dzieci oraz za prowadzenie domu. Oboje mają prawo do wykonywania pracy zawodowej. Nie pozostaje nam nic innego, jak stwierdzić (jako doradca małżeński ciągle odnoszę to wrażenie), że małżeństwo nie zawarte pod znakiem partnerstwa ma dziś niewiele szans.

MAŁŻEŃSTWO PARTNERSKIE JAKO WZÓR

Czy rzeczywiście małżeństwo jako instytucja jest zagrożone? Czy małżonkowie muszą dziś koniecznie ponosić klęskę? Czy może wystarczy wyrzucić za burtę jako zbędny balast pewne średniowieczne przepisy? Ja wierzę, że małżeństwo ma przed sobą przyszłość, jeśli zarysujemy mu nowe, postępowe zasady współżycia, dostosowane do naszego czasu. Nie możemy już polegać tylko na dawnych podporach zewnętrznych i kontroli ze strony krewnych, rodziców, parafii, Kościoła. Dziś o wiele bardziej od samych małżonków zależy to, czy ich małżeństwo będzie udane. Fundamentem trwałości małżeństwa jest więź partnerska związek dwu samodzielnych i równorzędnych osobowości. Wprawdzie samo to „szczęścia” nam jeszcze nie gwarantuje, jeśli jednak mamy odwagę podjąć wysiłek budowania uczciwego wspólnego życia, otrzymujemy prawdziwą szansę zrealizowania czegoś zbliżonego do szczęścia.

KRYZYS MAŁŻEŃSTWA

Składają się na nie między innymi: wzrost oczekiwań wobec życia, ucieczka ze wsi, wzrost ludzkiej ruchliwości (migracja), wczesny wiek zawierania małżeństw, wykształcenie zawodowe kobiet, narastająca swoboda seksualna, postawa konsumpcyjna przeświadczenie, że wszyscy mają prawo korzystać ze wszystkiego. W tych zmienionych warunkach życia, wymagających od człowieka dużej elastyczności, reguły dawnego małżeństwa najwyraźniej się nie sprawdzają. Tym bardziej zaskakuje ogromna popularność małżeństwa w szerokich masach społeczeństwa. Na każdych stu młodych ludzi dziewięćdziesięciu trzech chce zawierać małżeństwo. Tylko 4% mężczyzn i 2% kobiet uważa małżeństwo za instytucję „przestarzałą”. Nawet ci, co już się „sparzyli”, rozwiedzeni, wchodzą bardzo prędko w nowy związek. I tak stają sobie naprzeciw wielkie nadzieje na szczęście w małżeństwie z jednej strony oraz równie wielkie rozczarowania z drugiej.

Rozwój małżeństwa w kierunku partnerstwa

Prawie wszyscy zgodnie stwierdzają istnienie głębokiego kryzysu małżeństwa. Z roku na rok wzrasta liczba rozwodów; udział rozwodów w ogólnej liczbie zawartych małżeństw w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat wzrósł pięciokrotnie. W Republice Federalnej Niemiec liczba rozwodów osiągnęła rekordowy pułap stu tysięcy rocznie. Nie bez rezygnacji stwierdził psychoanalityk prof. Mitscherlich: „Małżeństwo chrześcijańsko-mieszczańskie obciążone jest takim ogromem cierpienia, nieporozumień i niepowodzeń, że nie sposób wierzyć, by mogło ono być ostatecznie ukształtowaną instytucją społeczną”. Jak widzą to sami zainteresowani? Z badań UNESCO wynika, że z małżeństwa niezadowolonych jest w RFN 80% kobiet. Niezadowolonych mężczyzn wykazano tylko 8%. Jak mogło do tego dojść? Kryzys tradycyjnego małżeństwa wiąże się z przemianami społecznymi ostatnich dziesięcioleci.

MAŁŻEŃSTWO DZISIAJ — KRYZYS I NADZIEJA

Nie widzę większego sensu brać się za zgłębianie technik prowadzenia sporów, nie zbadawszy uprzednio gruntu, z którego spory najczęściej wyrastają. Nie można zajmować się kłótnią jako taką, wyizolowaną z życia, ponieważ, mówiąc bez ogródek: uczciwa kłótnia może być praktykowana tylko w małżeństwie partnerskim, partnerstwo w małżeństwie tylko wtedy daje się utrzymać, jeśli rozwiązuje się konflikty drogą uczciwego sporu. Przyjrzymy się dokładniej małżeństwu partnerskiemu, związanym z nim niebezpieczeństwom i szansom, jego ścisłym powiązaniom ze zjawiskiem konfliktu i kłótni. Jeśli jednak czytelnik sądzi, że jego małżeństwo jest doskonałe niech spokojnie pominie ten rozdział. Nie znajdzie w nim nic nowego.