O charakterze czynnym

Chciał(a)bym zdjąć z drugiego wszystkie ciężary, wziąć za niego odpowiedzialność. Mogę czasem „po matkować” pod warunkiem, że nauczył(a)em się także brać, a czasem oprzeć się na kimś. Chciał(a)bym być drugiemu przykładem, nauczyć go czegoś, być dumnym(a) z tego, co on osiągnie dzięki mnie. Mogę czasem przejąć za drugiego odpowiedzialność, zabawić się w „ojca” lub „przewodnika” pod warunkiem, że sam(a) potrafię się także powierzyć w chwilach słabości. Uczciwa kłótnia małżeńska Niekiedy mogę „popchnąć” partnera do czegoś, stać się dla niego mistrzem w jakiejś sprawności pod warunkiem, że nie chcę go zmieniać i godzę się na to, aby się także od niego czegoś nauczyć. Chciał(a)bym być oczarowany moim partnerem tak, jak na początku, doświadczać, że mnie uzupełnia, że dzięki niemu staję się wreszcie pełnym człowiekiem. Oczekuję, że mój partner zawsze będzie dochowywał mi wierności. Chcę, by mój partner całkowicie do mnie należał. Mogę mego partnera uznawać godnym mojej miłości, czerpać z niego inspirację, rozwijać się dzięki niemu pod warunkiem, że czuję swą własną odrębność, realizuję swoje własne możliwości rozwoju. Mam nadzieję, że zostaniemy sobie wierni, przyjmując, że zrozumieliśmy, iż wierności nie można po prostu żądać. Możemy należeć do siebie, wiele dla siebie znaczyć pod warunkiem, że każde z nas rozumie, że nie można być właścicielem drugiego człowieka, że miłości nie można zachować siłą.

O charakterze biernym

Pragnę znaleźć oparcie w drugim człowieku, chcę, aby mnie nigdy nie zawiódł. Pragnę, abym nigdy więcej nie musiał(a) być sam(a). Pragnę, aby partner był zawsze dla mnie, żeby mi dogadzał i dbał o mnie. Pragnę, by mój partner prowadził mnie przez życie,. Mogę się w pewnych wypadkach oprzeć na kimś i doznać opieki. Pod warunkiem, że przyjmuję jako rzecz naturalną i nauczyłe(a)m się znosić pewien stopień niepewności i samotności. Mogę w pewnych momentach zaznać opieki i pielęgnacji, a nawet rozpieszczania pod warunkiem, że potrafię sam(a) dbać o swoje potrzeby i stoję w życiu na własnych nogach. Mogę niekiedy powierzyć się przewodnictwu, zrzec się odpowiedzialności pod warunkiem, że potrafię także sam(a) trzymać ster swego życia. Bym stale mógł(a) powierzać się jego (jej) przewodnictwu. Chciał(a)bym móc zawsze podziwiać swego partnera. Mogę się od drugiego czegoś nauczyć, cenić go pod warunkiem, że mam też własne cele i wierzę w swoje możliwości. Chciał(a)bym całkowicie żyć dla drugiego, dbać o jego potrzeby, dogadzać mu.

Nierealistyczne oczekiwania i realistyczne oczekiwania

Czy można osiągnąć szczęście przenosząc takie oczekiwania na drugiego człowieka?
Sądzę, że prowadzi to do fiaska z dwóch powodów. Po pierwsze, takie niezaspokojone podstawowe potrzeby są jak beczki bez dna. Wszelkie uznanie, jakie okazuję człowiekowi przeżywającemu kompleks niższości, nie wystarczy, by przesłonić jego wczesnodziecięce urazy. Największa czułość, jakiej doświadczy w związku miłosnym, nie potrafi uzupełnić braków czułości matczynej. Po drugie, żaden partner nie potrafi obdarowywać mnie w ten sposób długo, nawet jeśli na początku miał szczere chęci, ponieważ stanowi to zbyt wielkie obciążenie. Nikt nie potrafi zawsze podziwiać, zawsze być oparciem, zawsze być tylko dla mnie. Małżeństwo nie jest po to, by „odrabiać” zaniedbania rodzicielskie z okresu wczesnego dzieciństwa. Takie dziecinne, złudne i neurotyczne oczekiwania muszą upaść. Przyjrzyjmy się najczęstszym nierealistycznym oczekiwaniom, jakie spotykamy w praktyce, trochę dokładniej.
Dla kontrastu przedstawiam również czytelnikom odpowiednie realistyczne życzenia, które leżą w granicach możliwości partnera nie przeciążając go.

Kto był w dzieciństwie rozpieszczany, oczekuje od partnera małżeńskiego kontynuacji tej postawy

Ktoś jako dziecko otrzymał zbyt mało czułości, serdeczności i oczekuje teraz w małżeństwie nadrobienia tych braków, uzupełnienia doznań. Szczególnie wychowankowie domów dziecka szukają w małżeństwie schronienia, w małżonku zaś zastępczego ojca lub matki. Kto w dzieciństwie doznał mało akceptacji i uznania i na skutek tego powstał w nim niedobór poczucia własnej wartości, później wciąż poszukuje okazji do potwierdzenia swej wartości i uzyskania podziwu ze strony partnera. Kto był w dzieciństwie rozpieszczany, oczekuje od partnera małżeńskiego kontynuacji tej postawy. Utrzymuje się w nim oczekiwanie, że partner uwolni go od wszelkich obciążeń, zadba o wszystkie potrzeby. Ktoś, kto był traktowany jak cudowne dziecko, chce pozostać ośrodkiem uwagi i podziwu także w małżeństwie.
Ktoś, kogo w dzieciństwie zmuszano do grania określonej roli, wniesie tę rolę także w swój związek małżeński. Pewna 32-letnia kobieta już od dwunastego roku życia musiała poświęcić się całkowicie wychowaniu swych małych braci; po powrocie ze szkoły była całkowicie nimi zajęta. Mając dziewiętnaście lat wyszła za mąż za alkoholika, z którym po kilku latach rozeszła się. Później ponownie związała się z mężczyzną słabym, który od początku pozostawił jej całą troskę o dom. „Czasem przychodzi mi na myśl, że muszę się znów troszczyć o małego brata, jak wtedy, w domu”. Często nieświadomie przyjmuje się za wzór zachowania własnych rodziców. Kobiety często idą w ślady swych władczych matek, mężczyźni zaś naśladują swych autorytatywnych ojców.

SZANSE PARTNERSTWA

Optymalne zaspokojenie pragnień szczęście. Najczęstsze skargi zgłaszane w mojej praktyce poradniczej przez rozgoryczonych małżonków dają się sprowadzić do takiego wspólnego mianownika: „Na początku byliśmy ze sobą tacy szczęśliwi; teraz jesteśmy tylko rozczarowani sobą nawzajem i samym małżeństwem”. O co tu właściwie chodzi? Małżeństwo było zawsze instytucją, w której zaspokajane były indywidualne i społeczne potrzeby. Czy możliwe jest osiągnięcie szczęścia w małżeństwie? Czy nie wymagamy zbyt wiele? Przyjrzyjmy się, czego oczekują ludzie zawierający małżeństwo. Przez jakiś czas śledziłem systematycznie ogłoszenia matrymonialne w dziennikach i zliczałem najczęstsze oczekiwania w stosunku do wymarzonego partnera. Mężczyźni oferowali lub też oczekiwano od nich: domu, opiekuńczości, bezpieczeństwa, wierności i spełnienia pragnień. Kobiety obiecują: wierność, gospodarność, spełnienie pragnień, przystosowanie, uszczęśliwianie. Oczekuje się od nich urody, zdolności przystosowania, wierności. Jak ci mężczyźni i kobiety mogą później dotrzymać tego, co teraz obiecują? Jak mogą otrzymać to wszystko, czego oczekują? Jak oceniać takie oczekiwania? Niektóre z tych pragnień to najwyraźniej bierne życzenia konsumpcyjne: ktoś pragnie doznawać opieki, oczekuje, że mu się będzie dogadzać, ba nawet rozpieszczać. Inni na pierwszy rzut oka.wydają gię aktywni i demonstrują postawę obdarowującą; ci, którzy obiecują uszczęśliwić, stworzyć dom, otoczyć opieką. Czy ktoś, kto to wszystko obiecuje, nie musi być silny i dojrzały? Coś jednak budzi podejrzenie kto chce uszczęśliwiać, potrzebuje kogoś, kto dałby się uszczęśliwić, kogoś, kto sam szczęścia znaleźć nie potrafi. „Silny” jakoś za bardzo potrzebuje „słabego”. Czyjego siła nie jest tylko pozorna?
Erich Fromm w obu przypadkach nazywa to „niedojrzałym, symbiotycznym zjednoczeniem”. Postawę bierną nazywa podporządkowaniem się, aktywną zaś panowaniem. Cofnijmy się myślą do dzieciństwa wtedy niektóre z tych nierealistycznych oczekiwań i obietnic staną się bardziej zrozumiałe.

W najszerszym znaczeniu niewierność bywa prawie nieunikniona

ego rozwiązanie wymaga prawdziwego zaangażowania w małżeństwo jako wartość, by więź małżeńska mogła zwyciężać w konfrontacji z pokusą innego uczucia. W gruncie rzeczy powtarzające się małe pokusy stanowią o wiele mniejsze zagrożenie niż trwająca dziesiątki lat bezwzględna wyłączność, przeżywana jak niewola, której pęta zrywa się z wielkim hukiem, ujawniając zupełnie nie dający się zaleczyć, głęboki rozkład więzi. Niekiedy zaś okazuje się, że wierność stanowi jedynie wyraz bierności i braku okazji. Przy wszelkiej otwartości powinna obowiązywać przede wszystkim zasada, która głosi, że więzi partnerskiej nie wolno narażać i że posiada ona absolutne pierwszeństwo. Doświadczenie wskazuje, że więź może ulec zerwaniu, ale przecież nie musi. Niekorzystny wybór partnera nie jest jeszcze dla związku wyrokiem śmierci. Zawsze trzeba próbować, przy wszelkich różnicach zainteresowań i charakteru, stworzyć jakieś minimum zadowalającej więzi. Dlaczego jakiś początkowo niedojrzały związek nie mógłby się pomyślnie rozwinąć? Do prawdziwego partnerstwa należy postawa podejmowania każdej szansy choćby np. przy pomocy poradnictwa małżeńskiego. Gdy jednak zupełnie nic nie pomaga, rozejście stać się może gorzką koniecznością. Separacja małżeństwa (lub zerwanie narzeczeństwa) powinna jednak być zdecydowana jeszcze wtedy, gdy partnerzy nie związali się dodatkowo obowiązkiem troski o wspólne dzieci. Tak więc ostrze niebezpieczeństw można do pewnego stopnia stępić, jeśli sięgnie się po narzędzie negocjacji partnerskich i uczciwej kłótni. Tak jednak jak cień nieodłączny jest od światła, tak z niebezpieczeństwami związane są i szanse.

Ujawnione konflikty trzeba rozwiązywać

Jednak przy tej okazji może powrócić niejedna niezałatwiona sprawa z wcześniejszych konfliktów i skomplikować aktualny spór. Człowiek przestaje panować nad tonem, za jednym słowem idzie następne i zanim się spostrzeżesz, stajesz się niegrzeczny. Tylko z trudem można potem posklejać to, co uległo rozbiciu. W naszym przykładzie oboje obrzucili się obraźliwymi epitetami: jedno jest bezwzględnym egoistą, drugie głupie i tchórzliwe.
Partnerzy mogą dopuścić się niewierności Otwartość prowadzi zawsze do stałego, przeważnie nieświadomego, porównywania partnera z innymi. Nie można przy tym wykluczyć, że pewnego dnia pojawić się może ktoś, kto stanie się ważniejszy niż partner małżeński. Więź może ulec zerwaniu. Partnerzy, którzy doprowadzają do ścierania się przeciwności mogą dojść do bolesnego wniosku, że nie mają sobie wiele do powiedzenia i że ich małżeństwu brak wystarczającego fundamentu. Nie będą chcieli kurczowo trzymać się niezadowalającego związku, lecz zdecydują się na rozstanie. Przyjmijmy, że każda próba budowania małżeństwa partnerskiego niesie z sobą te wszystkie zagrożenia. Czy są one jednak rzeczywiście tak niebezpieczne? Negocjacje wymagają czasu i są wyczerpujące, ale z czasem nabiera się wprawy i stają się łatwiejsze. Zawdzięcza się tę łatwość temu, że zadowolenie z udanych ustaleń pozwala przeżyć wspólnie wiele dobrego. Liczba konfliktów wzrasta, szczególnie wśród codziennych problemów. Nie brak ich jednak także w małżeństwie tradycyjnym; tam jednak „wmiata’się je pod dywan”, pozostają niewidoczne.
Sprzeczka może stać się kłótnią naruszającą więź. Jednak w konfliktach nie musi koniecznie każdorazowo dochodzić do sprawiania sobie przykrości. Można nauczyć się zasad uczciwej kłótni, można naprawiać uchybienia. Niewierności nie można po prostu wykluczyć, przecież zdarza się ona i w tradycyjnym małżeństwie. W partnerstwie nie utożsamia się jej wyłącznie ze zdradą seksualną.. Można oddalić się od małżonka myślą i uczuciem.

Ona: „Dobrze, jeśli ci na tym zależy.”

Ona przyjmuje jego decyzję ostatecznie to on ma samochód, prawo jazdy, a może nawet rację.
On: „Wolałbym nad Z. Tam woda jest cieplejsza.”
Ona: „Ale licz się z tym, że tam są zawsze tłumy…” itd.
Trochę, jak widać, żmudne i czasochłonne to negocjowanie w związku partnerskim. A kto wie, jakie trudności przyniesie ze sobą następna niedziela? Konflikty stają się częstsze. Ludzie samodzielni jaśniej uświadamiają sobie swoje potrzeby, liczą się z nimi i starają się przeprowadzić swoje plany. W powyższym przykładzie każdy partner wiąże własne oczekiwania z dniem wolnym od pracy zawodowej. Dla jednego ważne jest położenie i temperatura jeziora, drugiemu zależy na spokoju przyrody. Takie przeciwieństwa i różnorodność oczekiwań nie oznaczają jednak nic innego jak pojawienie się konfliktów, powstawanie napięcia. Sprzeczka może być destrukcyjna Wielu potyka się na drodze uzgodnień i niespodziewanie budzi się w’samym środku brzydkiej kłótni, która może wyglądać tak:
On: „Przy tym wietrze miałbym ochotę pożeglować po jeziorze.”
Ona: „Pływałeś żaglówką w zeszłym tygodniu, ja jestem za tym, żeby pojechać na kąpielisko.”
On: „Przecież wiesz, że w zeszłym tygodniu nie było wiatru.” Ona: „Czy ja jestem temu winna? Uważam, że powinieneś raz zadbać o mnie, stale siedzę w domu sama.”
On: „Nie przesadzaj, możesz przecież wejść ze mną na żaglówkę, ale na to jesteś za tchórzliwa..,”itd.

NIEBEZPIECZEŃSTWA PARTNERSTWA

To, co dla wielu pokoleń było więzią, dziś bywa odczuwane jako więzy. Cóż więc jest spoiwem małżeństwa? Przecież nie można się obyć bez struktur, bez jakiegoś systemu orientacyjnego. „Potrzebny jest obrządek” wtajemnicza lis Małego Księcia w bajce Saint Exupery’ego.
Jak wygląda konstrukcja nośna związku dwojga ludzi, która zapewnia oparcie nie krępując, bezpieczeństwo nie sprzyjając gnuśności i nieproduktywności? Sądzę, że w miejsce układu praw i obowiązków trzeba  wprowadzić zasady współdziałania, które małżonkowie ustalają indywidualnie dla swego, przecież niepowtarzalnego, związku i które dadzą się dostosować do ewentualnych zmian. Oczywiście takie zasady nie mogą zawisnąć w próżni, muszą być zakotwiczone w światopoglądzie małżonków. Może to być głęboko przeżywane chrześcijaństwo. No tak, ale do tego wszystkiego jesteśmy raczej źle przygotowani, stajemy bezradnie wobec naszego życia. Stare zasady już nie funkcjonują dobrze, nęwe zaś
jeszcze nie. Droga do małżeństwa partnerskiego nie jest dla niewprawnych ani prosta, ani zupełnie bezpieczna; niejedno nam się na niej przydarzy. Partnerstwo wymaga wysiłku
W małżeństwie tradycyjnym życie płynie według z góry przyjętych zasad i wzorców, sprawdzonych w poprzednich pokoleniach. To zrazu oszczędza czasu i energii, jest ekonomiczne. W małżeństwie partnerskim życie biegnie tak, jak to narzucają aktualne potrzeby partnerów. Dlatego każdy z nich musi wypowiadać swoje życzenia, poddawać je dyskusji i szukać sposobów ich spełnienia. Można zmieniać reguły gry. To wszystko nie zawsze jest ekonomiczne.

Rytm wspólności i działań odrębnych

Własna działalność każdego partnera traktowana jest jako czynnik ożywiający wspólnotę, a nie dzielący. Rytm konfliktów i zgody Konflikty rozwiązuje się otwarcie wg zasad uczciwej kłótni; poszukuje się rozwiązań zadowalających dla obu stron. Małżeństwo jako szansa Każdy z małżonków osiąga własną dojrzałość niezależnie od swego partnera, małżeństwo stanowi istotny czynnik tego rozwoju. Tylko w swej roli rodzinnej mogą osiągnąć pełną ludzką dojrzałość. Dzieci są spełnieniem powołania życiowego i stanowią gwarancję szczęścia i fundament więzi małżeńskiej. Dzieci są wyrazem miłości wzajemnej małżonków, a nie jej warunkiem. Chciałbym wyrazić to jednym obrazem: prawdziwe partnerstwo nie polega na wpatrywaniu się w siebie nawzajem i oczekiwaniu od drugiego tego, co przekracza jego możliwości, lecz stawia każdego na własnych nogach i prowadzi jego własną drogą. Małżonków łączy natomiast wspólny cel, co sprawia, że mimo odrębności mogą większość drogi przebyć wspólnie. Przy tym coraz to na nowo doświadczają, jak wzbogacająca i uszczęśliwiająca jest bliskość współmałżonka.